Długo
zabierałam się do napisania czegokolwiek na blogu, a teraz kiedy wreszcie
zebrałam się w sobie i mam tę możliwość, to nie wiem od czego zacząć. A skoro
utarło się, że najlepiej od początku, na pierwszy ogień pójdzie data
urodzenia.
We wszystkich źródłach
internetowych widnieje rok 1888. Tymczasem moje "obliczenia" wskazują na zupełnie inną datę. Otóż w jednym
z wywiadów dla Kina, Michał Znicz wyznaje, iż ma 41 lat - numer tego czasopisma
pochodzi z 1936 roku. Zatem wychodzi na to, że urodził się on w 1895 roku, a
nie jak sugeruje większość źródeł w 1888. Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego,
że czasami gwiazdy nieco modyfikowały datę urodzenia – tak było chyba w
przypadku Heleny Grossówny. Jednakże wówczas chodziło - z tego co pamiętam - o zaledwie dwa, trzy lata, a nie tak jak w przypadku Michała Znicza aż o siedem.
Podobnie jest
z miejscem urodzenia – Wikipedia twierdzi, że urodził się w Warszawie. W tym
samym wywiadzie, o którym była mowa już wyżej, jako miejsce urodzenia aktor
podaje Połtawę. Sporo tych nieścisłości, prawda? Jeżeli ktoś z czytających posiada informacje, dotyczące tych rozbieżności, niechaj napisze!
Muszę przyznać, że Michał Znicz to jeden z
moich najukochańszych aktorów międzywojnia i do tego dość enigmatyczny. Naprawdę niewiele informacji można znaleźć na jego temat. Skromny i niezwykle utalentowany.
Za kulisami mówiono nawet, że nieco flegmatyczny.
Początek jego kariery scenicznej
sięga czasów I WŚ i przedstawień amatorskich. W niewoli austriackiej – jako jeniec
wojenny – zorganizował i prowadził z powodzeniem teatr dla polskich żołnierzy. O
organizowanych przez siebie wówczas przedstawieniach mówi:
Niech mi pan wierzy: były to
arcyciekawe wieczory, kiedy mimo prymitywności akcesoriów osiągało się
prawdziwe cuda.
W niewoli spędził trzy lata. Po
wojnie rozpoczęła się jego kariera kabaretowa. Najpierw, przez sześć miesięcy, występował w kabarecie pod nazwą Sfinks – jak wspomina był to rok 1919, a nie jak podają niektóre
źródła 1918. Następnie zaś został zaangażowany przez Jerzego Boczkowskiego i
Juliana Tuwima do Qui pro Quo.
W życiu prywatnym jego pasją były psy. Potrafił rozmawiać o
nich godzinami. Sam posiadał dwa piękne okazy wilków i buldoga francuskiego o
imieniu Szweyk. O swoim boulu zawsze wypowiadał się z uwielbieniem, a w jego
oczach pojawiały się niesamowite wprost błyski:
Och, on jest cudowny i co za rasa; najczystszej wody
francuski boul. Przypatrzcie się państwo, co za klasyczny ogon. O, jakby
nałożony, kulka, spodek odwrócony dnem do góry, a w środku dopiero schowana fajeczka,
a angielski buldog ma złamaną fajeczkę.
Cenił sobie także prywatność. Nie lubił opowiadać o swojej
osobie, ani o rodzinie. Na koniec jednego z wywiadów, żegnając się z
dziennikarzami Kina rzekł:
Bardzo jesteście mili – nie pytaliście mnie ani razu czy
kocham żonę, czy ją zdradzam, czy lubię ser, albo co naprawdę myślę o wojnie w Hiszpanii.
W czasie okupacji przebywał w warszawskim getcie, z którego wydostała go żona - Janina Morska. Zginął w niewyjaśnionych okolicznościach 24 grudnia 1943 roku.
________________________________________________________________
Zdjęcie drużyny piłkarskiej, w której Michał Znicz (pierwszy z lewej) był bramkarzem